Podsłuchujemy internetowy głuchy telefon: listy łańcuszki, miejskie legendy, pogłoski, mistyfikacje, faktoidy, owcze pędy i koty w butelkach.

zabójca wartowników


Seryjny morderca wartowników.

Kiedy byłem w wojsku [przełom lat 80. i 90.] oddelegowany na lotnisko Zegrze (pod Koszalinem) miejscowi żołnierze opowiadali historię o wypadkach, jakie zdarzyły się na lotnisku. Jedno ze stanowisk wartowniczych było umieszczone na odległym krańcu lotniska w lesie. Stanowisko to miało złą sławę, bo w czasie zimy „zadźgano” tam nożem dwóch wartowników. Nikt nie chciał tam obejmować warty. Wreszcie któregoś dnia pełnił tam służbę jeden młody wystraszony żołnierz. Słysząc szeleszczące krzaki, niewiele się zastanawiając „wywalił” w nie pół magazynka i jak się okazało trafił mordercę. Był to niepełnosprawny człowiek bez obu nóg, który jeździł na przystosowanych specjalnie małych saneczkach. Podjeżdżał na nich cichutko do żołnierza i wbijał mu nóż. [1]

Historia mocno pachnie legendą miejską, ale niestety mimo usilnych prób nigdzie nie udało mi się znaleźć żadnych przytoczeń tej mrożącej krew w żołnierskich żyłach opowieści. Nie wiadomo zatem, czy to rzeczywiście legenda miejska, czy to tylko taka lokalna opowiastka, którą straszyli się żołnierze stacjonujący na podkoszalińskim lotnisku, opowiastka nigdzie indziej nie znana. Liczę tutaj na pomoc czytelników atrapy.net — może są tutaj rezerwiści z dawnych lat?

W każdym razie funkcja tej historii jest jasna: wzmóc wartowniczą czujność, także przed niekonwencjonalnym agresorem.

Wartownicy giną też w opowieści o cygańskiej zemście, tyle że tam postawiono na masowość bardziej niż na seryjność…

czeska paralela

Czeski folklorysta Petr Janeček przytacza opowieść, która pod pewnymi względami przypomina naszą historię. Akcja dzieje się w jednostce wojskowej gdzieś w południowych Czechach. Jedno ze stanowisk wartowniczych tej jednostki znajdowało się bardzo blisko małego blokowiska. Na stanowisku było całkiem spokojnie do czasu, gdy pewnego sylwestra w tajemniczych okolicznościach zginął wartownik! Ataki powtarzały się rok w rok, zawsze w sylwestra. W końcu któregoś roku żołnierze usłyszeli strzał z samopału, wybiegli i znaleźli umierającego wartownika, obok niego leżał starszy jegomość. Był to sylwestrowy napastnik!

Okazało się, że mężczyzna był chory psychicznie — kilka lat wcześniej zabłąkany pocisk z poligonu wleciał do jego mieszkania i zabił jego synka. Choroba zrozpaczonego ojca pozostawała w ukryciu, ujawniała się tylko podczas noworocznych zabaw, gdy wybuchy fajerwerków przypominały mężczyźnie o tragedii. Dostawał wówczas ataku szału i mścił się na przypadkowych wartownikach. [2]

podobne legendy

przypisy

[1] M.L., mejl z 19 września 2012

[2] Petr Janeček, Černá sanitka: třikrát a dost, Nakladatelství Plot, 2008, s. 277 i 278

Standard

Jak dla mnie standard. Chyba nie ma jednostki, w której nie straszyli wartowników jakimiś opowiadaniami. W jednostce 1109 w Grudziądzu opowiadali historię o cygance (którą podzieliłem się z właścicielem strony), a w jednostce 5699 w Przasnyszu (byłem tam na szkółce) opowiadali o tym jak ktoś zaatakował śpiącego wartownika bronią krótką i chciał mu ukraść broń. Skończyło się na przestrzelonej ręce żołnierza i złapaniu sprawcy. Wszyscy moi znajomi i członkowie rodziny, którzy służyli w wojsku również opowiadali, że byli straszeni różnymi "wartowniczymi" historyjkami.

Temat skądinąd znany...

Odbywając służbę zasadniczą w Świdwinie słyszałem legendę o tym jak wartownik w czasie swojej zmiany udał się na sąsiedni, rozległy posterunek żeby dla zabicia czasu spędzić zmianę rozmawiając z kolegą. Nadmienię że była to dość powszechna praktyka na sąsiadujących ze sobą posterunkach. Niestety, jego kolega spanikował na widok zblizajacej się postaci i zastrzelił pechowca. Kiedy zaś zobaczył że zabił kolegę z kompanii, nie wytrzymał i zastrzelił się sam. Kiedy na posterunek przybył zaalarmowany dowódca warty i zobaczył dwa trupy, sam także nie wytrzymał i po powrocie na wartownię popełnił samobójstwo.
Ale to jeszcze nie koniec historii. Po lotnisku pałętały się trzy nieco zdziczałe psy - dwa mniejsze i jeden większy, taki wilczuropodobny. Regularnie dokarmialiśmy je resztkami z posiłków, a one - swoją drogą bardzo sympatyczne zwierzaki - dotrzymywały nam towarzystwa na posterunkach i nie raz ostrzegały warczeniem że ktoś się zbliża. Mroczna legenda głosiła że są to duchy dowódcy warty i jego dwóch nieżyjących żołnierzy, którzy strzegą teraz pełniących służbę wartowników...

Znane mi są dosyć częste

Znane mi są dosyć częste wypadki kiedy to wartownik nie wytrzymywał i walił serią do czegoś co szło w jego stronę i najczęściej była to zbłąkana krowa miejscowego rolnika :)

Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Wulgaryzmy są wygwiazdkowywane.

Więcej informacji na temat formatowania

design by Stainless Design