stalowa linka motocyklisty


Motocykliści jeżdżą ze stalową linką wokół szyi, by w razie wypadku zginąć na miejscu.

opowieść z drugiej ręki:

znajomy znajomego - motomaniak. Miał poważny wypadek, groził mu paraliż do końca życia. Wykaraskał się, wyprostował, doprowadził do stanu używalności.

Odtąd jak wsiada na motor (a wsiada często) to zapina linkę stalową na szyję i przypina do bike'a. Żeby sobie drugi raz nie narobić takiego kłopotu jak miał za pierwszym razem, tylko "rachu ciachu i do piachu" [1]

Ci bardziej umuzykalnieni wolą strunę:

Podobno niektórzy motocykliści, ci, którzy pędzą jak szaleńcy na swoich motocyklach przywiązują sobie struny na szyi i umocowują je do motocykla. Robią to po to by w razie wypadku nie przeżyć i nie wegetować później, jako ludzkie warzywo. Podczas wypadku struna odcina głowę. [2]

Opowieści o autodekapitacji motocyklistów to część negatywnego stereotypu motocyklistów („dawców organów”, jak to się złośliwie mówi). Niektórzy zwolennicy dwóch kółek są tego świadomi i głośno (w sumie słusznie) protestują, jak na przykład autor bloga Optima Fide:

Już kilkoro dobrych znajomych, których zresztą nie podejrzewałabym o bezmyślność zadało mi pytanie: czy to prawda że motocykliści mają stalową linkę przywiązaną pod kaskiem aby w razie wypadku ucięło im głowę?

Najpierw się śmiałam, później irytowałam [...]. Odpowiedź brzmi NIE, NIE, NIE i jeszcze raz NIE! Jedna wielka bzdura! Motocyklista to nie jest samobójca po kilku nieudanych próbach, osoba niezrównoważona psychicznie oraz kretyn do potęgi. [...]. To tak jakby zapytać kierowcy samochodu czy jak wsiada za kółko to przywiązuje sobie za zagłówkiem odbezpieczony pistolet, żeby w razie wypadku lub stłuczki odstrzelić sobie łeb? [3]

Według dziennikarzy portalu interia.pl „historia zna tylko jeden taki przypadek, który wydarzył się kiedyś w Niemczech” [4]. Nie udało mi się tego potwierdzić.

Według Lecha Potyńskiego, dziennikarza piszącego o motocyklach, legendę mógł zapoczątkować artykuł w „Kulisach” (nieistniejąca chyba już gazeta):

Pisałem wtedy, całkowicie nie znając okoliczności powstawania tej literackiej perełki w "Kulisach", że pewnikiem kilku kolesi w motocyklowym pubie w ramach dowcipu wpuściło gościa w motocyklowe maliny i naopowiadało bajek o jeździe z prędkością 200 km/h w ulicznych korkach, dodatkowo ze struną uwiązaną do szyi, ot tak, dla podniesienia ciśnienia. [5]

Temat „pętli śmierci” okazał się na tyle nośny, że pochylił się nad nim Wojciech Harpula w artykule, który ukazał się na portalu onet.pl [6] (dziękuję piotr_mil-owi za wskazanie linku!):

Motocykliści nie mają wątpliwości: "pętla śmierci" to mit, środowiskowa legenda. – Każdy o niej słyszał, ale nikt nigdy nie widział kogokolwiek jeżdżącego ze stalową linką wokół szyi. To trochę jak z yeti: podobno istnieje, a do tej pory nie udało się go znaleźć – tłumaczy Mariusz Łowicki, redaktor naczelny portalu scigacz.pl.

Autor przytacza też drugą hipotezę co do genezy legendy:

Wersja numer dwa także opiera się na środowiskowym żarcie: na jednym ze zlotów motocyklistów ktoś dla zgrywy miał założyć sobie stalową linkę na szyję i przejechać w takim rynsztunku kilkanaście metrów. Plotka "poszła w lud" i zaczęła żyć własnym życiem.

Co najciekawsze, Harpula odnalazł dwóch motocyklistów, którzy twierdzą, że zakładają stalową linkę:

Co ich [dwóch bohaterów artykułu] łączy? Kochają szybką jazdę motocyklami i kilka razy w roku idą na całość: zakładają na szyję pętlę ze stalowej plecionki, koniec linki montują na osi kierownicy, pilnując, by całość miała minimum metrowy luz. Jeżeli dojdzie do wypadku, linka zaciśnie się im na szyi. Śmierć nastąpi w wyniku przerwania rdzenia kręgowego lub uduszenia.

Pozwolę sobie jednak zachować pewien sceptycyzm wobec tych twierdzeń. Z artykułu nie wynika, żeby dziennikarz widział „pętlowców” w akcji, zaś z dwóch hipotez: (a) bohaterowie artykułu faktycznie jeżdżą z pętlą na szyi, (b) bohaterowie artykułu robią sobie za przeproszeniem jaja, hipoteza (a) niekoniecznie wydaje mi się bardziej prawdopodobna.

Swoją drogą, jeśli założyć, że ci dwaj motocykliści jeżdżą ze stalową linką na szyi, przynajmniej w jednym przypadku mielibyśmy do czynienia z tzw. ostensją („życie naśladuje legendę”):

[jeden z bohaterów artykułu] żartuje, że gdyby dwa lata temu nie usłyszał od kumpli motocyklistów o "pętli śmierci", to i tak wcześniej czy później sam wpadłby na podobny pomysł.

przypisy

[1] wypowiedź internauty „bushi” na forum Honda Trójmiasto, http://www.honda.gda.pl/smf/index.php?topic=15798.0;imode, data dostępu: 15 listopada 2008

[2] wpis na blogu nithael7.blog.onet.pl, nithael7.blog.onet.pl/1,AR1_2008-07-02,index.html, data dostępu przez pamięć podręczną Google: 15 listopada 2008

[3] Motocyklowa urban legend, wpis na blogu Optima Fide, 20 maja 2008, http://optimafide.blox.pl/2008/05/Motocyklowa-urban-legend.html

[4] Motocykliści z linką na szyi?, interia.pl, 13 czerwca 2008, http://motoryzacja.interia.pl/motocykle/news/motocyklisci-z-linka-na-szyi,1117607,,2

[5] Lech Potyński, Samozadowolenie, gazeta.pl, 15 października 2004, http://serwisy.gazeta.pl/motocykle/1,56427,2341673.html

[6] Wojciech Harpula, "Pętla śmierci" - prawda czy mit?, onet.pl, 9 grudnia 2008, http://wiadomosci.onet.pl/1521517,2677,1,kioskart.html, data dostępu: 1 stycznia 2009

Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.

słyszałem to w innej

słyszałem to w innej wersji- z łańcuchem przyczepionym do kasku- jeszcze w połowie lat '90. pomyslałem wtedy, ze pewnie chodzi o to, ze chłopaki zostawiając gdzieś motor i kask razem z nim, mocują kask łańcuchem, zeby ktoś go nie zwędził (nie wiem, jak to technicznie było wykonane). ale nie, kolega był pewny, ze chodzi o szybką śmierć dla motocyklisty.

Autentyk?

Mój kolega jest motocyklistą. Jak zapytałam go o te stalowe linki to mówił, że to prawda. Nastraszył mnie nawet, że jego znajomy tak jeździł, ale miał wypadek. Wstrząs był tak silny, że oderwało mu głowę, której nigdy nie odnaleziono. ale ja uważam, że to ostatnie, to kompletna bajka

Linka

Ja kiedys zostalem posadzony o jazde z linka , mialem przez to ostre nieprzyjemnosci gdy ta plota doszla do mojej matki. Wszystko przez to iz mam w kasku zamontowane sluchawki . Do kasku moge podlaczc przewod audio ktorego drugi koniec podlaczony jest do GPS na kierownicy. Ktos ze znajomych rodziny kieds widzial mnie jadacego z linka biegnaca do kasku no i fama poszla po miescie :/

Tak jeżdżą na Pomorzu (ponoć)

Podobno z taką "linką" jeżdżą szczecińscy motocykliści. Mój rozmówca zachowywał śmiertelną powagę, gdy wyjaśniał prawdziwość plotki. "Linka" jest doczepiona tak, żeby w razie kontroli policji można ją było odpiąć niepostrzeżenie. Preferowana przez jeźdźców tzw. ścigaczy. Własnym uszom nie wierzyłam :)

Jeśli myślisz że normalni

Jeśli myślisz że normalni to znaczy tacy którzy jeżdżą zgodnie z przepisami to Cię rozczaruję... NORMALNI to znaczy tacy którzy nie zakładają żadnych linek, czy nie wbijają gwoździ w kask... jeśli chodzi o przepisy to ja i moi kuzyni na pewno się do nich zbytnio nie stosujemy ;]

hehe

"Normalni" być może napotykaliby na swojej drodze mniej okazji by czuć się obrażonymi, jeśli czytaliby teksty ze zrozumieniem i do końca... ;]

TO JEST OBRAZA DLA NORMALNYCH!!!!!!!!

LUDZIE TO GŁUPOTA POŁOWA MOJEJ RODZINY, W TYM JA, JEŹDZI MOTORAMI I JESZCZE NIKT, NIKT NIE WIĄZAŁ SOBIE LINKI DO SZYI CZY WBIJAŁ GWÓŹDŹ W KASK. TEN TEKST OBRAŻA NORMALNYCH MOTOCYKLISTÓW!!!!!!!!!!!!

Wbijanie gwozdzi w kask to głupota

Wbijanie gwozdzi w kask to glupota poniewaz nawet przy lekkim uderzeniu gwuzdz tak czy inaczej rani głowe co jest napewno bolesne. Dam taki przykład ktos wbił sobie gwuzdz w kask spotyka po drodze znajomego zatrzymóje sie nie zdejmójąc kasku znajomy lekko uderza go w kask dla zartów ten ktos ma zranioną lub odrapaną glowe :(

Gwozdz w kasku

Ja slyszalam wersje, ze zamiast wiazania linki wbijaja do kasku gwozdz, by ten w razie uderzenia glowa wbil sie w mozg.

portret użytkownika Filip Graliński

Dzięki, tej legendy

Dzięki, tej legendy motoryzacyjnej nie znałem.

design by Stainless Design