Podsłuchujemy internetowy głuchy telefon: listy łańcuszki, miejskie legendy, pogłoski, mistyfikacje, faktoidy, owcze pędy i koty w butelkach.

po rondzie na wstecznym


Grupa mężczyzn pod wpływem środków odurzających powoduje wypadek na rondzie.

Usłyszałam [tę legendę] kilka lat temu jako autentyk od koleżanki — akcja miała się dziać w Krakowie, a głównym bohaterem był bodaj wręcz jej ówczesny narzeczony. Niedługo później natknęłam się na równie autentyczną wersję, z Wrocławiem w roli tła. Odtąd opowiadam ją jako dowcip, bo puenta jest dobra, a dodatkowo można wspomnieć o okolicznościach i pozastanawiać się nad funkcjonowaniem takich historii.

Sama legenda jest taka:

Grupa młodych mężczyzn spotkała się towarzysko, głównym punktem programu było palenie marihuany. W stanie takiego odurzenia jak wiadomo można mieć różne pomysły, oni akurat postanowili wybrać się na nocną przejażdżkę po mieście, zdaje się, że maluchem, zabierając ze sobą oczywiście pozostałe „palenie”. Dojechali do jakiegoś ronda, gdzie ich pomysły przybrały nowy kształt: postanowili mianowicie przejechać się po nim tyłem, pod prąd. Jakie było ich zdziwienie, kiedy po kilku okrążeniach zupełnie nieoczekiwanie spostrzegli, że powodują właśnie lekką stłuczkę z samochodem, którego kierowca i pasażer patrzą na nich zza szyby z krańcowym zaskoczeniem, nie wierząc własnym oczom. To jednak nie koniec kłopotliwej sytuacji — z niezwykłą intuicją na scenie wydarzeń pojawia się patrol policyjnej drogówki; funkcjonariusze wysiadają, podchodzą do owego drugiego samochodu i wdają się w rozmowę z kierowcą. Nasi weseli bohaterowie nie do końca potrafią zebrać myśli, ale doskonale świadomi są sytuacji, w której obciąża ich nie tyle sama stłuczka, ile stan wskazujący na coś gorszego — spożycie oraz posiadanie niebagatelnej ilości narkotyków, co za chwilę musi wyjść na jaw. Funkcjonariusz zbliża się do malucha, kierowca chcąc nie chcąc otwiera okno. Policjant klepie go po plecach ze słowami: „Nie przejmujcie się, chłopcy, tamci goście są kompletnie pijani, twierdzą, że jechaliście po rondzie do tyłu!…” [1]

Historyjka wydaje się bardzo popularna, w internecie bez trudu można wyszperać kilkadziesiąt wystąpień opowieści [2]. Jeśli w ogóle określa się markę samochodu „dowcipnisiów”, jest to faktycznie maluch. Często opowieść wiązana jest z Opolem, czasami pojawiają się inne miasta, np. Łódź [3] (dorzućmy jeszcze Kraków i Wrocław z przytoczonego wyżej mejla), na ogół jednak nie precyzuje się miasta.

Historię o odurzonych kierowcach opowiada się niekiedy jako dowcip, bywa jednak, że nawet jeśli przytaczana jest w „wysypisku” kawałów, opatruje się ją komentarzem „autentyk”, „podobno autentyczne wydarzenie” itp.

Identyczna historia — no może nie, że w maluchu… — istnieje też w folklorze naszych zachodnich [4] i południowych [5] sąsiadów.

podobne legendy

przypisy

[1] M.K., mejl z 8 marca 2009 roku

[2] np.: Anegdota, wpis na blogu pmaciolek@jabberpl.org, 21 maja 2005, http://przemek.jogger.pl/2005/05/21/anegdota/, data dostępu: 8 marca 2009

[3] Historyjka z ronda, Interaktywna Witryna Łódzka, http://elpublika.pl/Ciekawostki/Historyjka-z-ronda/, data dostępu: 8 marca 2009

[4] Rolf Wilhelm Brednich, Pinguine in Rückenlage. Brandneue sagenhafte Geschichten von heute, Verlag C.H. Beck, München 2004, s. 60

[5] Petr Janeček, Černá sanitka: druhá žeň. Pérák, ukradená ledvina a jiné pověsti, Nakladatelství Plot, Praha 2007, s. 252

Poznań

Mnie tę legendę opowiadał instruktor nauki jazdy w Poznaniu. rzecz miała się dziać na jednym z poznańskich rond.

taaaa, w Olsztynie też ma

taaaa, w Olsztynie też ma miejsce co jakis czas ;)

ja słyszałam trochę

ja słyszałam trochę podobną historię, oczywiście jako autentyczną:

Małżeństwo wybrało się na imprezę imieninową do znajomych. Imieniny, jak to często bywa, były dosyć mocno zakrapiane alkoholem - trzeba przecież wznosić liczne toasty za zdrowie solenizanta. Alkohol piła jednak tylko kobieta - jej mąż stwierdził, że on będzie prowadził samochód. Po imprezie jednak, żona uparła się, że jest w stanie prowadzić i usiadła za kółkiem. Zrezygnowany mąż usiadł obok i pojechali. Pech chciał, że już po paru minutach zatrzymała ich drogówka. Kobieta odkręciła szybę, policjant nachylił się nad nią, poczuł strasznie silny zapach alkoholu i powiedział:
"Chłopy... Nie dość, ze nawali się taki, to jeszcze go trzeba do domu odwozić..." i puścił ich dalej niczego nie sprawdzając.

To dosc dobrze znana legend

To dosc dobrze znana legend w Krakowie.W zasadzxie najzabawniejszy jest fakt iz funkcjonuje ona na kilku roznych rondach w grodzie Kraka(mogilskie, grunwaldzkie, matecznego itp).

Słyszałam że miało to

Słyszałam że miało to miejsce w Warszawie na rondzie koło Arkadii :)
A samochodem na wstecznym jechali podobno koledzy mojego znajomego :D

Rondo we Wrocławiu

Ta legenda jest faktycznie bardzo dobrze znana we Wrocławiu i zwykle zaczyna się od słów: "Kolega z pracy..." albo "Wujek opowiadał...", a dalej jest mowa przeważnie o Wrocławiu (rzadziej występuje Poznań), a samochód to maluch. Ja sam słyszałem ją jakieś 5-6 razy od różnych osób i każda opowiadała o swoim wujku/koledze lub ich znajomych.
Jest jednak pewien problem - we Wrocławiu nie ma żadnego ronda, na którym ta historia mogłaby się wydarzyć, a przynajmniej nie było żadnego wtedy, kiedy usłyszałem ją po raz pierwszy, czyli około 2004 r.

To chyba nie za dobrze znasz

To chyba nie za dobrze znasz Wrocław :D
Ta historia zdarzyła się (ponoć) na rondzie Powstańców Śląskich (tym przy skrzyżowaniu z Zaporoską), a usłyszałam ją jakieś 4 lata wcześniej niż ty.

a ty chyba jestes rodem z

a ty chyba jestes rodem z Dzierżoniowa, skoro nie wiesz, ze "rondo" przy pl. Powst. Śl. to nie jest tak naprawde prawdziwe rondo jak w definicji. Tak je tylko zwyczajowo nazywamy.

słyszałam to jako

słyszałam to jako "autentyczny autentyk" zarejestrowany przez kamery Policyjne, a rzecz miała się dziać ok. 2 lata temu na Rondzie Kaponiera w Poznaniu, w nocy, jeździć miały dresy.

Kolega opowiadał, że

Kolega opowiadał, że jeździł tak ze znajomymi trabantem na rondzie w Białymstoku (z tym, że pod prąd, ale przodem, nie cofając). Nie wiem, na ile to prawda.

Też początkowo

Też początkowo słyszałem, jako wyczyn znajomych znajomej w Sandomierzu, ale parę lat później czytałem(na onecie, czy podobnej stronie) rozwinięcie tej historii. Mianowicie, sytuacja miała się wydarzyć naprawdę, tyle że w Rzeszowie, czym to uczestnicy kolizji niefortunnie pochwalili się w necie, co doszło do policji, która sprawców znalazła. A artykuł był właśnie o nieroztropności użytkowników internetu ;)

Ale pobone historie na prawdę się zdarzają...

Hehehe, świetna puenta. Ale tacy "fantaści" autentycznie się zdarzają. Osobiście, na własne oczy na rondzie w Turku widziałam jak, facet zaczął na rondzie cofać, bo zauważył, że minął ulicę, w którą zamierzał skręcić. Dopiero jak ludzie zaczęli na niego trąbić zreflektował się co robi.

Akcja rozegrała się na

Akcja rozegrała się na Rondzie Mogilskim w Krakowie, jeszcze przed przebudową (teraz byłoby ciężko po nim cofać). Opowiedziano mi ją, jak byłem na studiach w wersji ze studentami AGH lub pobliskiego UE.

Gdy byłem jeszcze w liceum sporo lat temu usłyszałem tą historię, tyle że w Krośnie a akcja rozegrała się (podobno) na jedynym wówczas rondzie w tym mieście :D

Jeszcze raz po rondzie

Tym razem w jakimś mieście na południu kraju. Oczywiście "fakt autentyczny", jak najbardziej. Można przeczytać na stronie "Piekielni" pl. pod nr # 44612, zamieszczone przez Blair, 18.12.12.
Zatem legenda żyje i ma się dobrze.

Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Wulgaryzmy są wygwiazdkowywane.

Więcej informacji na temat formatowania

design by Stainless Design