Podsłuchujemy internetowy głuchy telefon: listy łańcuszki, miejskie legendy, pogłoski, mistyfikacje, faktoidy, owcze pędy i koty w butelkach.

kradzież zdechłego zwierzęcia


Złodziej połaszczył się na pakunek ze zdechłym zwierzęciem.

Jedna z popularniejszych legend miejskich o globalnym zasięgu [1] dotyczy zdechłego zwierzęcia, psa lub kota. Pupil kończy swój żywot, jego właściciel nie za bardzo wie, co zrobić z zewłokiem, w końcu pakuje go do walizy (albo do pudła) i udaje się w podróż środkami komunikacji miejskiej (cel podróży bywa różny, jest to zresztą najsłabszy punkt opowieści). Tamże pakunkiem interesuje się współpasażer, pomaga go nieść, dopytuje, co jest w środku. Główny bohater opowieści — nie chcąc przyznać się do rzeczywistej zawartości — odpowiada, że komputer (albo inny rodzaj sprzętu). W tym momencie protagonista… wyrywa pakunek i ucieka z metra, tramwaju czy autobusu.

W internecie można znaleźć kilka przytoczeń opowieści, zestawiłem je według schematu bohater — miejsce — zwierzę — w co zapakowane? — gdzie ukradzione? — odpowiedź na pytanie „Co jest w środku?”:

  • „kumpela” znajomego [2] — Londyn — duży pies (siostry bohaterki) — walizka na kółkach — stacja metra — płyty,
  • „dziewczyna” [3] — ? — bezpański pies potrącony przez samochód — pudło — przystanek — głośniki,
  • dziewczyna znajomego [4] — ? — „sporych rozmiarów” pies — walizka — przystanek autobusowy — komputer dla brata,
  • koleżanka [5] — Warszawa — pies — stara walizka — na schodach — komputer,
  • przyjaciółka [6] — Lublin — labrador — torba podróżna — autobus — „sprzęt komputerowy, głośniki, monitor”,
  • znajoma znajomej [7] — ? — pies — pudełko po komputerze — „komunikacja miejska” — komputer.

Nie udało mi się znaleźć wersji z kotem, choć niegdyś koci wariant dominował. Ciekawe, że zawsze głównym bohaterem jest kobieta.

Opowieść jest bardzo stara, pierwsze warianty odnotowano w Stanach Zjednoczonych na początku XX wieku [1].

podobne legendy

przypisy

[1] Jan Harold Brunvand, Encyclopedia of Urban Legends, hasło The Dead Cat in The Package, W.W. Norton & Company, New York, London, 2002, s. 107, 108

[2] JoeMonster.org, Autentyki CCXLIV - Na jakim cieście?, 27 kwietnia 2008, http://www.joemonster.org/art/9105/Autentyki-CCXLIV-Na-jakim-ciescie, data dostępu: 11 marca 2010

[3] wypowiedź internautki „aja23” na forum Wizaz.pl w wątku Autentyczne!!!! ;)))))))))))) Buahahahahah!, 29 czerwca 2009, http://wizaz.pl/forum/showthread.php?p=13016134, data dostępu: 11 marca 2010

[4] wypowiedź internautki „ania_89” na forum Szafa.pl w wątku żenująca,śmieszna sytuacja? 22 lutego 2010, http://forum.szafa.pl/9/1365322/page=17/zenujacasmieszna-sytuacja.html data dostępu: 11 marca 2010

[5] wypowiedź internauty „kaminiak1988” na forum Corolla Club Polska w wątku Kawały, 1 lutego 2010, http://www.forum.corollaclub.org/viewtopic.php?t=208&start=1820 data dostępu: 11 marca 2010

[6] oto historia z kantem, wpis na blogu Koło-dystans 8 lutego 2009, http://kolodynska.blox.pl/2009/02/oto-historia-z-kantem.html, data dostępu: 11 marca 2010

[7] komentarz internauty „RomeoAD” 17 lutego 2010, http://www.pancygaro.fotolog.pl/nie-przechowujemy-sprzetu-rtv- i-agd-nawet-zap✸✸✸✸✸lonego,1997526,komentarze.html, data dostępu: 11 marca 2010

babcia w dywanie

Słyszałam o bardziej makabrycznej wersji: Rodzinie umarła na wakacjach babcia, a że nie stać ich było na trumnę,chcieli ją przetransportować zawiniętą w dywan. Podczas podróży zabrakło im paliwa, wstąpili więc na stację by zatankować i coś zjeść. Kiedy wyszli z baru zauważyli, że ktoś ukradł auto z babcią w środku.

Wersja o babci

Ja również pamiętam wersję z babcią zawiniętą w dywan (połowa lat osiemdziesiątych; kolega opowiadał nam w szkole). W tej wersji do zgonu doszło podczas wyprawy do Rumunii (jakie czasy, takie wymarzone wakacje...) i oczywiście Rumuni byli odpowiedzialni za kradzież dywanu.

portret użytkownika Filip Graliński

Czas na babcię

Tę opowieść opisałem tu: http://atrapa.net/legendy/kradziez-babci.htm, dziękuję za opowieści.

ja kilkakrotnie słyszałam

ja kilkakrotnie słyszałam wersję o babci, której zdechł wilczur (albo jakiś inny ogromny pies), wpakowała go do walizki, gdy wsiadała do autobusu to jakiś mężczyzna pomógł jej wnieść tą walizkę. Skoro była taka ciężka to pomyślał że jest w niej coś wartościowego, więc ją ukradł.

kot.

cóż, ja słyszałam tę historię od własnego wujka, jako że jemu zdarzają się dziwne (widywane nawet przeze mnie) historie - wzięłam opowieść za najprawdziwszą prawdę.
koledze z pracy wujka zdechł kot. jako, że działo się to w Bydgoszczy w bloku, nie miał gdzie zwierzęcia zakopać. zapakował truchło do pudełka po butach i wrzucił do torby z drogiego sklepu. w drodze do śmietnika napadł go lokalny pijaczek i zażądał reklamówki (a nuż coś cennego?). kolega oczywiście oddaje.
tutaj chyba historia jest trochę mocniej zakorzeniona w rzeczywistości i może o nią chodzi? i kot, i nie kobieta jest bohaterką, no no.
pozdrawiam serdecznie!
Aleksandra

zdechły kot w krakowskim tramwaju

Tę historię opowiadał mi leciwy instruktor, kiedy w r. 1983 chodziłem na kurs motorniczych w MPK w Krakowie.
Motorniczy znajduje pod siedzeniem paczkę. Oddaje ją w punkcie kontroli ruchu na Rondzie Mogilskim. Tam zaglądają do środka i okazuje się, że jest w niej zdechły kot. Autor opowieści rzekomo sam w tym brał udział - postanawiają zrobić kawał, paczkę pozostawiają na pobliskiej ławce i patrzą z budki, co się będzie działo. Po chwili widzą, jak przechodząca stara baba rozgląda się, a następnie porywa paczkę i szybko się z nią oddala.
Instruktor - gawędziarz dziś chyba już prowadzi tramwaje gdzieś na Mlecznej Drodze. Czy historyjkę zmyślił? Pewnie sam ją od kogoś usłyszał...

pies w metrze

Ostatnio przed zajęciami, w toku dyskusji o martwych zwierzakach, ktoś opowiadał mi o takiej historii.
AUTENTYK, ZNAJOMEJ KOLEŻANKI to wszystko się stało.

zdechł jej pies, a że mieszka w centrum miasta, to trzeba było gdzieś go zakopać. ponieważ w mieście nie ma miejsca, chciała go przewieść do kogoś (nie pamiętam niestety, gdzie) i zakopać, ale był problem z transportem. więc otuliła zwierzę w kocyk i włożyła do kartonu od jakiegoś większego sprzętu agd. karton był duży, a ludzi w metrze sporo, więc jak wchodziła do wagonu, a miły facet zaproponował jej pomoc, to z chęcią oddała pakunek, ale zanim się obejrzała, faceta z kartonem nie było.

kilka tygodni wcześniej słyszałam też o podobnej historii, tylko że w niej naprawdę był sprzęt, więc nie uwierzyłam.

kradzież zdechłego zwierzęcia

Zasłyszane w 2008 roku w Warszawie od znajomej mieszkającej na Bródnie. Wersja trochę odbiega od standardu i kończy się puentą. Mianowicie podobno sąsiadka tej znajomej postanowiła pochować zdechłego pieska w Koniku Nowym na cmentarzu dla zwierząt. Włożyła pieska do torby i wsiadła do kolejki do Mińska Mazowieckiego. Torbę położyła przy nogach. Było gorąco i duszno, a ona zmartwiona i zmęczona. Przysnęła. Kiedy się obudziła, torby nie było. Opowiadając mojej znajomej o tym wydarzeniu zakończyła słowami: "Nie tak żal tego psa, jak tej torby".

Widziałam kiedyś film

Widziałam kiedyś film fabularny (bodajże amerykański) z tym motywem. Występował dość dokładnie. Dziewczyna próbowała pochować psa, którego rzeczywiście ukradziono. Film z początku lat 90. albo wcześniejszy, konwencja trochę groteskowa, więc może był ekranizacją u.l? Tytułu niestety nie pamiętam.

troszkę podobna historia i autentyczna

W latach 80 moja nieżyjąca już babka, patrosząc rybę na wigilię, pakowała elegancko flaki i niejadalne resztki, a następnie z ładną paczuszką wysyłała mnie przed dom. Ja kładłem paczuszkę przy chodniku a później obserwowaliśmy przez okno co się wydarzy. Paczuszka była widoczna na śniegu więc zawsze znalazł się przechodzień, który ją podniósł i wrzucił do torby. Oczywiście zawsze rozglądali się dookoła, czy ktoś akurat nie patrzy.Działo się to na początku lat 80, z opowieści babki wiem, że ten numer miał długą tradycję u nas w domu. Taki żarcik w ponurych czasach.

zwłoki zwierzęcia w walizce

Autentycznie słyszałam tę historię dość niedawno. Pracuję na SGGW jest tam Klinika małych zwierząt. Historia brzmiała mniej więcej tak: zima (głęboki mróz), właścicielowi zdechł pies (wilczur) i ten ciał go skremować, więc zapakował go do dużej walizki i wywiózł na Ursynów (do kliniki, gdzie sądził można skremować zwłoki zwierzęcia). Na przystanku podszedł do niego inny człowiek i zaczął rozmowę. Po jakimś czasie podjechał autobus i nieznajomy zaproponował właścicielowi, że pomoże mu "wtaszczyć" walizkę do środka. Ten przystał na to i wsiadł pierwszy do autobusu (aby wciągnąć walizkę, zresztą bardzo ciężką) do środka autobusu. W tej samej chwili drzwi się zamknęły i walizka ze zwłokami oraz nieznajomy zostali na zewnątrz, a właściciel odjechał. Złodziej zabrał walizkę w krzaki, otworzył, zobaczył zwłoki psa i doznał zawału serca.

Wersja lubelska

Ja słyszałam wersje lubelską, w której pies był jamnikiem a nieszczęsna "znajoma znajomej" jechała zakopać go nad Zalew Zemborzycki. Złodziej wziął psa za głośniki.

Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Wulgaryzmy są wygwiazdkowywane.

Więcej informacji na temat formatowania

design by Stainless Design