Podsłuchujemy internetowy głuchy telefon: listy łańcuszki, miejskie legendy, pogłoski, mistyfikacje, faktoidy, owcze pędy i koty w butelkach.

kangur we fraku


Turyści potrącają kangura.

Historię […] opowiedział brat mojego szwagra, który, jako że jest śpiewakiem, ma wielu muzykalnych znajomych. Michał, bo tak mu na imię, stwierdził, że nie wie, czy ta historia jest autentyczna, ale słyszał ją od co najmniej dwóch osób, które miały być bezpośrednio bądź pośrednio z nią związane.

Pewna polska orkiestra (nazwy już nie pamiętam) pojechała występować do Australii. Wracając autobusem z jednego z koncertów, muzycy raczyli się alkoholem. Wszyscy byli pijani w trupa. Tak więc jadą sobie, jadą, aż tu nagle ostre hamowanie, pisk opon i BUCH! Ludzie powysiadali, żeby zobaczyć, co się stało i okazało się, że uderzyli w kangura. Zwierzę leży bez oznak życia, ale cóż tu zaradzić, czasu się nie cofnie. Stan upojenia, w jakim się znajdowali, pozwolił im jednak dojść do wniosku, że zwierzę może spełnić jeszcze jedną, szlachetną misję i pozwolić muzykom na zdobycie oryginalnych pamiątek. Zaraz w ruch poszły aparaty i rozpoczęła się sesja: ja w objęciach kangura, ty z kangurem na kolanach, zdjęcia grupowe, i tak dalej. Zabawa przednia, śmiechu co nie miara. W pewnym momencie ktoś wpada na genialny pomysł: „E, słuchajcie! A jakby go tak we frak ubrać?”. Rewelacja! Raz, dwa i australijski nieboszczyk wystrojony jak na stypę przystało. Sesja zdjęciowa zostaje wznowiona, błyskają flesze, aż tu nagle — cud! Zwierzę się ocknęło, w sekundzie wzięło nogi za pas i uciekło w pięknym, modnym fraku. Sytuacja dalej byłaby śmieszna, gdyby nie to, że w pewnym momencie właściciel stroju doznał olśnienia i stwierdził bełkotliwie: „Kurde… Ja tam dokumenty miałem…”. Można sobie tylko wyobrazić miny policjantów z najbliższej komendy, którym grupa pijanych obcokrajowców próbowała wyjaśnić, że gdzieś tu w okolicy biega najprawdopodobniej agresywny kangur ubrany w elegancki frak i ma przy sobie komplet dokumentów, portfel, paszport, i tak dalej… [1]

Zwierzęciu dowcipnisie mogą też założyć okulary przeciwsłoneczne, wówczas kangur „ożywa” nie po błysku flesza, tylko tak bez powodu… [2] Albo inny wariant: kangur nie jest ogłuszony, sobie spokojnie skacze, polscy turyści bez protestu z jego strony zakładają mu marynarkę, kangur przestrasza się lampy błyskowej i ucieka [3] — niezbyt to realistyczne, ale trudno od legend miejskich wymagać realizmu.

kangur na igrzyskach

Kangur ucieka nie tylko muzykom, ale też sportowcom. Historia miała miejsce wiele lat temu w Australii, gdzie odbywały się jakieś zawody w siatkówce pisze ktoś w internecie rozpoczynając opowiadanie naszej historyjki [4].

Szczególną jednak popularnością cieszył się kangur-złodziejaszek w 2000 roku, gdy w Sydney odbywały się igrzyska olimpijskie. Kangur w marynarce posłużył nawet za tytuł rozdziału wspomnieniowej książki dziennikarza sportowego Krzysztofa Miklasa:

[…] grupka przebywających służbowo w Australii Polaków napotkała oswojonego kangura. Panowie postanowili sobie zrobić z kangurem zdjęcie. Żeby było weselej, jeden z nich zdjął marynarkę i zarzucił ją na grzbiet kangurowi. Fotografię wykonano i było to… ostatnie zdjęcie marynarki, która nie wróciła już do właściciela. Kangur w najmniej spodziewanym momencie, sadząc swoje kilkumetrowe susy, oddalił się bowiem z marynarką i, co gorsza, z jej zawartością: portfelem i paszportem. Tę historyjkę przytoczył w jednym ze swoich felietonów pisanych podczas igrzysk w „Przeglądzie Sportowym” Janusz Atlas, prowokacyjnie przypisując opisaną sytuację ekipie Telewizji Polskiej […] [5]

(Na razie nie udało mi się dotrzeć do wspomnianego felietonu Janusza Atlasa). Ba, byli i tacy, co twierdzili, że widzieli to na własne oczy („W 2000 roku, podczas Olimpiady w Sydney, nasi australijscy gospodarze zabrali nas na wycieczkę do parku przyrodniczego – wspomina Jerzy Lipski, manager sportowy z Lublina [6]).

kangur sprzed lat

Polacy próbowali jednak ubierać kangura już przed rokiem 2000. Tym razem znowu chodzi o artystów:

W czasach głę[b]okiej komuny jeden ze znamienitych teatrów krakowskich miał objazd z występami po Australi[i]. Autobusem. Jedzie sobie taki wesoły autobus przez pustynię, gorzała się leje strumieniami bo gorąco było a tu nagle bach. W coś wjechali. Okazało się że potrącili kangura. […] [7]

(Ktoś przytaczając podobną historię, wskazuje konkretnie na trupę teatralną Tadeusza Kantora [8]). W tej wersji opowiastka ma oryginalną puentę:

[…] Po 3 dniach nieustannych poszukiwań dali ogłoszenie w telewizji bo aktor się zawziął i powiedział, że bez paszportu dalej nie jedzie.

Po apelu w telewizji pojawił się farmer, który twierdził że ustrzelił kangura w marynarce z polskim paszportem. Podziękowań nie było końca......

Urban legend

Istnieje nawet bardziej namacalny dowód na to, że legenda była znana w PRL-u. Opowieść o kangurze pojawia się bowiem w zbiorze felietonów… Jerzego Urbana opublikowanym w 1988 roku:

Jeśli ktokolwiek będzie akurat w Australii, odwiedzi tamtejszy park narodowy i spotka kangura ubranego w jasną, kraciastą marynarkę z pedetu wartości 930 złotych, legitymującego się polskim paszportem — niechaj jednak nie idzie do psychiatry.

Wojciech G., pięćdziesięcioośmioletni rolnik ze wsi Luty, pojechał do Australii w odwiedziny do swego brata […]. W trakcie zwiedzania parku narodowego przybysz z Polski zapragnął sfotografować się z kangurem. Zwabiono oswojonego torbacza. Dla większej uciechy Wojciech G. ubrał go w swoją marynarkę, objął kangura, brat pstryknął fotografię, ale zwierzak spłoszył się i po-o-oszedł! W wewnętrznej kieszeni marynarki był paszport Wojciecha G. [9]

Tu wyjaśnienie dla młodszych, a nawet dla średnich wiekiem, czytelników: Jerzył Urban, zanim został powszechnie nienawidzonym rzecznikiem peerelowskiego rządu, zdobył pewną popularność pisując — głównie pod pseudonimem „Kibic” — autentyczne (?) historyjki wzięte z sądowych protokołów. Kangur pojawił się właśnie w zbiorze takich opowieści pochodzących z długiego okresu (od 1958 do 1981 roku), a zatem pierwodruku tej wersji legendy o kangurze należy szukać w prasie z lat wcześniejszych (do tej pory nie udało mi się do niego dotrzeć).

Kangur uciekający w marynarce z „pedetu” to dopiero początek skomplikowanych perypetii Wojciecha G. Trudno powiedzieć, czy Wojciech G. rzeczywiście istniał i z jakiegoś powodu opowiedział sądowi zasłyszaną w Australii historyjkę, czy Urban ubarwił kangurem rzeczywiste, acz bardziej prozaiczne przygody Polaka na obczyźnie, czy może po prostu cała historia została zmyślona.

Swoją drogą, już wielokrotnie miałem sygnały, że jakaś urban legend pojawiła się w dawnych felietonach Kibica i rzeczywiście trochę można tam znaleźć materiału legendowego…

kangur w „Głosie Koszalińskim”

Istnieje nawet wcześniejszy ślad kangurzej opowieści w PRL-u. W weekendowym numerze „Głosu Koszalińskiego” z czerwca 1967 roku na ostatniej stronie, w dziale „Worek rozmaitości” odnajdziemy następujący krótki tekst:

„Dowcipniś” z grupy turystów, która przejechała w Australii samochodem kangura, postanowił upamiętnić się na zdjęciu ze zdechłym zwierzęciem. W tym celu włożył nieruchomo leżącemu kangurowi swoją skórzaną kurtkę i kapelusz na głowę.

Pstryknęła migawka aparatu i… „martwy” kangur zerwał się i kilkoma potężnymi susami zbiegł do dżungli.

„Dowcipniś” miał w kieszeni kurtki portfel z 1500 dolarami. [10]

Jest to najstarsze znane mi polskie przytoczenie legendy miejskiej o kangurze (wersję Urbana można bowiem — ze względu na opisywane realia — datować raczej na lata 70. ubiegłego wieku).

Proszę zwrócić uwagę, że w przeciwieństwie do późniejszych wersji mamy tutaj gazetową opowieść ze świata, bohaterami nie są Polacy…

kangur z czeskim, niemieckim, holenderskim, amerykańskim, brytyjskim i włoskim paszportem

Bo jak to zwykle z legendami miejskimi bywa, opowieść o przebranym kangurze ma międzynarodowy zasięg i nie chodzi bynajmniej o to, że — jak niektórzy przypuszczają [11] — jest to jakiś Polish joke opowiadany w Australii o naszych rodakach znajdujących się pod wpływem alkoholu. O nie, tak naprawdę to wiele nacji przypisuje sobie genialny pomysł przyodziania zdechłego kangura: w Niemczech bohaterami opowieści są niemieccy turyści [12], w Holandii — holenderscy (jeden ze zbiorów holenderskich legend miejskich był nawet zatytułowany De wraak van de kangoeroe: Sagen uit het moderne levenZemsta kangura: opowieści ze współczesnego życia [13]), w Czechach — czescy (ta wersja ma happy end: turyści wynajmują helikopter z myśliwymi, klokan — z niejasnych powodów tak Czesi nazywają kangura — zostaje odnaleziony i uśpiony, kurtka odzyskana) [14].

Oczywiście opowieść znana jest w Australii: tam często bohaterami bywają zagraniczni goście, czasami nawet konkretne grupy osób: brytyjska drużyna krykietowa [15], amerykański zespół folkowy The Kingston Trio, załoga jachtu Italia (odziana w garnitury od Gucciego!) [16].

praprakangur

Australijscy folkloryści doszukali się pierwowzoru kangurzej opowieści z… 1902 roku (kangur wpadł pod pociąg) [17]. Wczesne wersje miały dalszy ciąg fantastyczno-humorystyczny: kangur nauczył się korzystać ze sporej kwoty pieniędzy pozostawionej w kieszeni płaszcza, został stałym bywalcem knajpy, w której przez 15 lat pijał piwo. Gdy historyjka stała się legendą miejską (a więc opowieścią, w której prawdziwość się wierzy), te żartobliwe wątki oczywiście zniknęły [12].

kangur, czyli jeleń

W folklorze amerykańskim funkcjonuje analogiczna opowieść o myśliwym, który ustrzelił wspaniałego jelenia. Myśliwy postanawia uwiecznić trofeum na fotografii, w poroże wkłada swoją strzelbę, staje obok, uruchamia samowyzwalacz, błysk flesza powoduje, że pozornie martwe zwierzę ożywa i ucieka w las razem z kosztowną bronią [18].

Istnieje bardziej przerażająca (czy raczej bardziej kretyńska) amerykańska opowieść o rodzicach, którzy — aby zrobić ładne zdjęcie — wkładają niedźwiedziowi do łap albo na grzbiet… dziecko, na koniec niedźwiedź umyka z dzieckiem [19].

Ciekawe, czy w polskim folklorze myśliwskim żywe są tego typu opowieści… Będę wdzięczny za wszelkie informacje w tej kwestii.

kangur na srebrnym ekranie

Opowieść o kangurze posłużyła za podstawę scenariusza amerykańsko-australijskiego filmu Kangaroo Jack z 2003 roku [20].

podobne legendy

przypisy

[1] A.B., mejl z 27 grudnia 2012

[2] wypowiedź internauty „lilive” na Forum Humorum gazeta.pl w wątku Urban Legends - jakie znacie?, 1 października 2005, http://forum.gazeta.pl/forum/w,384,29416150,29816053,Re_Urban_Legends_jakie_znacie_.html, data dostępu: 30 grudnia 2012

[3] wypowiedź internauty „Manior” na grupie dyskusyjnej alt.pl.australia otwierająca wątek Kangur z polskim paszportem., 12 czerwca 2004, http://alt.pl.australia.narkive.com/HUcHlTTZ/kangur-z-polskim-paszportem, data dostępu: 30 grudnia 2012

[4] wypowiedź internautki „panna_klara” na forum JoeMonster.org otwierająca wątek rzecz o kangurze, 19 stycznia 2006, http://www.joemonster.org/phorum/read.php?f=3&i=608087&t=608087, data dostępu: 30 grudnia 2012

[5] Krzysztof Miklas, Dwie strony mikrofonu. Opowieści sportowego komentatora spoza telewizyjnego kadru, „JK”, s. 200, http://www.krzysztofmiklas.pl/pliki/Dwie%20strony%20mikrofonu_Sydney.pdf

[6] Jacek Lipski, 10 powodów dla których warto odwiedzić Australię, „Singiel w podróży”, http://www.singielwpodrozy.pl/kontynenty/10-powodow-dla-ktorych-warto-odwiedzic-australie, data dostępu: 30 grudnia 2012

[7] Jacek Borkowski, wypowiedź na forum „Psy zaprzęgowe - sport psich zaprzęgów” w wątku Bee free! - Taka anty-reklama, 13 lutego 2009, http://forum.stake-out.org/printview.php?t=6017, data dostępu: 2 stycznia 2012

[8] retrobottega, Z ziemi polskiej do Wolski, 3 kwietnia 2009, http://retrobottega.blog.onet.pl/2009/04/03/z-ziemi-polskiej-do-wolski/, data dostępu: 2 stycznia 2012

[9] Jerzy Urban (KIBIC), Jakim prawem (historyjki sensacyjne), Wydawnictwo Prawnicze, Warszawa 1988, s. 18

[10] „Głos Koszaliński”, Figlarz ukarany, 24 i 25 czerwca 1967 r., s. 10

[11] Adam Skorupiński, Poddany Ubu Króla, „Goniec Polski”, 22 listopada 2007, http://magazyn.goniec.com/202/poddany-ubu-krola/, data dostępu: 9 stycznia 2012

[12] Rolf Wilhelm Brednich, Die Maus im Jumbo-Jet, Verlag C.H. Beck, München 1991, s. 77-79

[13] Peter Burger, Prometheus, Amsterdam 1992

[14] Petr Janeček, Černá sanitka: druhá žeň. Pérák, ukradená ledvina a jiné pověsti, Nakladatelství Plot, Praha 2007, s. 78-80

[15] Jan Harold Brunvand, Encyclopedia of Urban Legends, hasło The Kangaroo Thief, W.W. Norton & Company, New York, London 2002, s. 225 i 226

[16] Jan Harold Brunvand, The Baby Train & Other Lusty Urban Legends, W.W. Norton & Company, New York 1993, s. 235

[17] Deja 'Roo, Snopes.com, 29 lipca 2011, http://www.snopes.com/critters/malice/kangaroo.asp, data dostępu: 9 stycznia 2012

[18] Jan Harold Brunvand, Encyclopedia of Urban Legends, hasło The Deer Departed, W.W. Norton & Company, New York, London 2002, s. 110

[19] Jan Harold Brunvand, The Mexican Pet. More “New” Urban Legends and Some Old Favorites, W.W. Norton & Company, New York, London, 1986, s. 24 i 25

[20] IMDb, Kangaroo Jack, http://www.imdb.com/title/tt0257568/, data dostępu: 10 stycznia 2012

Za granicą też muszą

Za granicą też muszą znać tę legendę, bo nakręcili film na jej podstawie.

Kangaroo Jack

Najwyraźniej na podstawie tej legendy nakręcili film "Kangaroo Jack" z 2003 roku z Jerry O'Connellem.

portret użytkownika Filip Graliński

Dzięki za zwrócenie uwagi

Dzięki za zwrócenie uwagi na film, uzupełniłem artykuł.

Pozdrawiam.

Filmik reklamowy

Widziałam kiedyś reklamę z tym motywem, tylko w niej zabawa z kangurem zdecydowanie bardziej komplikowała życie podróżnym na pustyni, ponieważ w kurtce były kluczyki od auta...
Znalazłam ten filmik, niestety marnej jakości: http://video.interia.pl/obejrzyj,film,100335,sortuj,t,st,ucieczka,pozycja,20,Uciekające_kluczyki

czytałem o tej historii

czytałem o tej historii wiele lat temu w książce "Poczta do Nigdy-nigdy" Lucjana Wolanowskiego, napisanej w 1968 roku. Właśnie w kontekscie "przydarzyło się znajomemu znajomego"- wtedy chyba nie istniało pojęcie legendy miejskiej.

A tu mamy filmik z kangurem

Bardzo ciekawa

ta anegdota. Coś w tym musi być bi kangury to zwierzęta bardzo inteligentne i ciekawskie :)

A teraz wyobraźcie sobie

A teraz wyobraźcie sobie że wszystkie wersje tej historii są prawdziwe i w tej chwili po Australii pomyka kilkaset kangurów w wszelkiego rodzaju kurtkach, marynarkach czy innych szlafroczkach! ;D

Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Wulgaryzmy są wygwiazdkowywane.

Więcej informacji na temat formatowania

design by Stainless Design