Podsłuchujemy internetowy głuchy telefon: listy łańcuszki, miejskie legendy, pogłoski, mistyfikacje, faktoidy, owcze pędy i koty w butelkach.

legenda miejska

szczur w wózku


Szczur atakuje dziecko pozostawione przez matkę w wózku.

Ta legenda pojawiła się [...] gdzieś po roku 93. A wiąże się z osławionymi już w legendach szczurami.

Otóż w każdej z tych historii pojawiała się matka, która miała coś do załatwienia w sklepie bądź aptece i zostawiała swoje dziecko w wózku na zewnątrz. Po powrocie okazywało się, że koło wózka znajdował się jakiś szczur/y, a Matka poprawiając kocyk, którym dziecko było przykryte odkrywała, że zostało ono przez owe szczury pogryzione. (w pesymistycznej wersji takie dziecko nie żyło).

po rondzie na wstecznym


Grupa mężczyzn pod wpływem środków odurzających powoduje wypadek na rondzie.

rondo0.png
Grupa młodych mężczyzn spotkała się towarzysko, głównym punktem programu było palenie marihuany. W stanie takiego odurzenia jak wiadomo można mieć różne pomysły, oni akurat postanowili wybrać się na nocną przejażdżkę po mieście, zdaje się, że maluchem, zabierając ze sobą oczywiście pozostałe „palenie”. Dojechali do jakiegoś ronda, gdzie ich pomysły przybrały nowy kształt: postanowili mianowicie przejechać się po nim tyłem, pod prąd.

gwałt na studencie


Student usypiany chloroformem i gwałcony przez współmieszkańców akademika.

Kiedyś kilka osób opowiedziało mi taką historię (w Poznaniu, acz nie pamiętam, gdzie się te wydarzenia miały rozgrywać).

A więc, (w skrócie) w akademiku medycznym mieszkał sobie w jednoosobowym pokoju student. Po pewnym czasie zaczął odczuwać ból w okolicy odbytu. Poszedł do lekarza, a ten mu się pyta, czy nie jest przypadkiem gejem. Na co student odpowiada, że nie. Ale dało mu to do myślenia. Przeprowadził śledztwo i okazało się, że dwóch studentów z pokoju naprzeciwko, codziennie w nocy przychodziło do niego, kiedy spał (wcześniej dorabiając sobie klucz), przykładali mu do nosa chloroform i sobie, mówiąc wprost, dogadzali.

pomylone koperty


Skorumpowany lekarz przez pomyłkę zwraca niewłaściwą kopertę.

W Łęczycy, rodzinnej miejscowości mojej Żony, krążyła kilka lat temu opowieść o pewnym, wymienionym z imienia i nazwiska, lekarzu. Ów doktor miał opinię chciwca i łapówkarza. Pewnego razu — jak głosi opowieść — zgłosiła się do niego kobieta, której krewny był pacjentem owego lekarza. Chory miał być poddany zabiegowi czy operacji. Kobieta wiedziała, jaką „sławą” cieszył się doktor i zawczasu wręczyła mu kopertę z pewną sumą. Potem spotkała się z lekarzem w jego pokoju. Mężczyzna uznał oferowaną mu kwotę za śmiesznie niską. Oburzony zwrócił kobiecie kopertę — tyle że nie tę samą! Koperta, którą kobieta otrzymała z powrotem, zawierała kilkakrotnie wyższą sumę. Była to bowiem inna łapówka, którą jakiś pacjent wręczył wcześniej temu samemu lekarzowi.

egzaminator alfons


Egzaminator w zaskakujący sposób odpowiada na obelgę.

Korespondentka ze Szczecina przesłała taką oto, zasłyszaną kilkakrotnie, studencką opowieść:

Studentka idzie zaliczać ustnie egzamin/kolokwium, ale niestety nie zdaje. Wychodzi na korytarz i mówi do swojej koleżanki: „ten alfons postawił mi pałę”. Egzaminator wychodzi za nią, bierze indeks, wpisuje zaliczenie i mówi: „Alfons musi dbać o swoje dziwki”. [1]

trupia suknia


Trupi jad w sukni przyczyną śmierci młodej kobiety.

Historię pamiętam jeszcze z dzieciństwa, podsłuchałam jak opowiadała ją komuś moja babcia (usłyszałam ją ok. 1983-84 roku w Gdańsku). Otóż pochowano nieboszczkę w pięknej sukni, suknia widać wpadła komuś na pogrzebie w oko, bo w nocy na cmentarz przyszli po nią złodzieje, wykopali zmarłą, rozebrali i sprzedali suknię w komisie. Kobieta która ją odkupiła, zadrasnęła się i zaraziła trupim jadem, oczywiście wkrótce zeszła z tego świata.

fałszywka z Villejuif


Kwas cytrynowy jest rakotwórczy.

villejuif0.png

Napotkać można w internecie wykazy dodatków do żywności oznaczanych literą E i trzycyfrowym kodem. Takie spisy mają na celu ujawnienie złowrogiego działania wszystkich tych „E”. Oto przykład takiego „demaskatorskiego” tekstu:

zgadnij, kto cię lizał?


Morderca liże po rękach właścicielkę zabitego psa. Uspokojona dziewczyna dopiero rano odkrywa zbrodnię.

ktolizal.png
Dziewczyna miała pokój na pierwszym piętrze, miała własną łazienkę i białego pieska, który spał na podłodze nieopodal jej łóżka. Pewnej nocy położyła się i zasnęła. Twarz miała zasłoniętą kołdrą, ale jedną rękę na zewnątrz. Coś (lub ktoś) zaczął ją lizać po ręce. Dziewczyna myślała, że to jej piesek. W chwilę później schowała rękę i to „coś” przestało ją lizać. Rano wstała, poszła do łazienki. W umywalce zobaczyła zabitego psa, a na lustrze wypisane było „Zgadnij, kto Cię lizał”.

zabójca na tylnym siedzeniu


Na kobietę prowadzącą samochód czyha zabójca ukryty na tylnym siedzeniu.

Opowieść o mordercy przyczajonym na tylnym siedzeniu samochodu (The Killer in the Backseat) to klasyczna amerykańska legenda miejska, opowiadana w różnych wariantach przynajmniej od lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku [1].

Nie sądziłem wcześniej, że ta historia jest znana w Polsce, tym większe było moje zaskoczenie, kiedy odnalazłem w polskim internecie żywe i aktualne przykłady tej historii. Opowieść może toczyć się tak:

rakotwórcza guma


Guma Turbo jest rakotwórcza.

Ci, których dzieciństwo przypadło na przełom lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, pamiętają pewnie szał kolekcjonowania obrazków samochodów z gumy do żucia Turbo. Było to jedno z popularniejszych dziecięcych — czy raczej chłopięcych — hobby tamtych czasów. Sam byłem już na to za stary (miałem kilkanaście lat), ale, pamiętam, moi młodsi koledzy zajmowali się tym namiętnie.

Subskrybuj zawartość
design by Stainless Design