Podsłuchujemy internetowy głuchy telefon: listy łańcuszki, miejskie legendy, pogłoski, mistyfikacje, faktoidy, owcze pędy i koty w butelkach.

przekłuwacze prezerwatyw


O celowo przekłuwanych prezerwatywach.

W marcu bieżącego roku film krótkometrażowy Agaty Jagodzińskiej pt. Tajemnica spowiedzi zdobył w kategorii scenariusza prestiżową nagrodę BAFTA (Brytyjskiej Akademii Sztuk Filmowych i Telewizyjnych). Nagrodzony scenariusz Agata Jagodzińska oparła na zasłyszanej wiele lat temu w Szubinie plotce o kioskarce przekłuwającej sprzedawane przez siebie prezerwatywy [1].

Opowieści o złośliwych „przekłuwaczach” kondomów nie ograniczają się rzecz jasna do Szubina, lecz są częścią ogólnopolskiego folkloru współczesnego. Sam tę legendą miejską (ze względu na szczątkowość fabuły należałoby raczej mówić o pogłosce) słyszałem wielokrotnie, nie pamiętam, kiedy po raz pierwszy.

W internecie znajdziemy mnóstwo odwołań do tych pogłosek. Zazwyczaj o przekłuwanie prezerwatyw posądza się kioskarki, stereotypowe „moherowe babcie”:

Już w latach 90-tych głośne były przypadki kioskarek-dewotek, które dyskretnie dziurawiły prezerwatywy w opakowaniach, żeby zaprotestować przeciw antykoncepcji, gdyż były wierne nauce kościoła katolickiego. [2]

Obrona moralności to nie jedyna motywacja przekłuwaczy, w grę wchodzić może nuda („Dawniej mówiono, że kioskarki z nudów przekłuwają gumki” [3]) albo czysta złośliwość („chłopcy chodzą po marketach z igłami i przekłuwają prezerwatywy w opakowaniach” [4]).

od kiedy dziurawi się erosy?

Pogłoski o przekłuwaniu kondomów mogą dotyczyć czasów współczesnych, mogą też mieć charakter wspominkowy:

[…] Z Erosami wiąże się tzw. afera szpilkowa z lat 70-tych. Dotyczyła ona rzekomego przekłuwania prezerwatyw przez kioskarki, choć za proceder ten na karę grzywny skazano tylko jednego sprzedawcę. […] [5]

(Dla młodszych czytelników: „erosami” dawniej nazywano potocznie prezerwatywy). Nie udało mi się potwierdzić, że zwrot „afera szpilkowa” był kiedykolwiek w obiegu. Na szczęście zdołałem odnaleźć twardszy dowód na wiekowość pogłosek o przekłuwanych prezerwatywach. Otóż w maju 1959 roku (!) w zielonogórskim czasopiśmie „Nadodrze” ukazał się felieton, który pozwolę sobie w większej części przytoczyć:

Niedawno prasa krajowa przyniosła wiadomość, że w Lekartowie (pow. raciborski) miejscowe matrony bojkotują audycje telewizyjne. Takie gadające kino w domu — to oczywiście diabelski wynalazek. Lekartowskie córy ogłosiły więc wszem i wobec, że promienie telewizora pozbawiają… płodności. Rada w radę uchwalono, ze z „domowego kina” korzystać mogą tylko stetryczałe dziady i babki, czyli tzw. element nieproduktywny przy budowaniu naszej krzepy narodowej, polskiej, ojczystej.

Po linii odnowy moralnej działają także w zielonogórskim. Trzeba powiedzieć, że wypracowano tutaj ambitne, własne formy działalności. […] O ile więc w Lekartowie ograniczono się do form propagandowych — córy zielonogórskie „robiące w handlu uspołecznionym” są już na etapie roboty konkretnej. Oto zielonogórscy inspektorzy PIH-u stwierdzili, że prezerwatywy sprzedawane w niektórych kioskach „Ruchu” są… przedziurawiane. „Paskudztwa” nie musi się przy tym brać do rąk — wystarczy przebić pudełeczko igłą. Podobny wszędzie sposób przekłuwania sugeruje, że zbożną działalność poparto solidnym instruktażem poznańskim. [6]

(Co ciekawe, felieton nawiązywał też do — dziś już zapomnianych — pogłosek o antykoncepcyjnym działaniu telewizji). Otwarte pozostaje pytanie, czy omawiany proceder rzeczywiście miał miejsce, czy autor artykuliku powtarzał krążącą już wtedy fałszywą pogłoskę.

Aha, a co do „instruktażu poznańskiego” to nie mam pojęcia, co autor miał na myśli.

przypisy

[1] (ale), Złota Maska dla Agaty z Szubina!, „Gazeta Pomorska”, 12 kwietnia 2012, http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120412/BYDGOSZCZ02/120419641

[2] komentarz internautki „Jaga” do artykułu Zadyma u Tomasza Lisa. Szczuka o katolikach i seksie, Fakt.pl, 25 kwietnia 2012, http://www.fakt.pl/Lis-na-zywo-Klotnia-w-programie-Lis-na-zywo-Spor-o-antykoncepcje-w-Lis-na-zywo,galeria-artykulu,155257,1.html, data dostępu: 2 maja 2012

[3] wypowiedź internautki „mama” w serwisie YAFUD.pl, 13 kwietnia 2011, http://www.yafud.pl/6307/#k30217, data dostępu: 2 maja 2012

[4] wypowiedź internautki „Monii:)” na forum netkobiety.pl w wątku gumki 22 czerwca 2009, http://www.netkobiety.pl/t5635.html, data dostępu: 2 maja 2012

[5] opis produktu w serwisie spodlady.com, http://web.archive.org/web/20091219191534/http://www.spodlady.com/prod_299_Prezerwatywa_Condomi.html, data dostępu: 2 maja 2011

[6] „JEDENTAKISOBIE”, Zawracanie rzeki kijem „Nadodrze”, maj 1959, nr 2 (8), s. 3

strona

Ja tak tylko z techniczną uwagą... Coś się stało i z prawej strony tekst artykułu jest "obcięty", używam Chrome (18.0.1025) i inne strony wyświetla mi prawidłowo. Pod Operą problem nie występuje. Pozdrawiam :)

Prawda

Moja mama mieszkała w Sanoku, w latach 70-tych. Uczyła się tam w LO. Rodzice jej koleżanki mieli kiosk. Mama i owa koleżanka czasami pomagały w jego prowadzeniu i tak przekuwały prezerwatywy. moja mama miała wtedy 16 lat, do tej pory twierdzi, ze w tamtym czasie nie wiedziała do czego służą prezerwatywy, mętnie kojarzyła je z seksem, ale co dlaczego i do czego to już niekoniecznie.

To jeszcze nic, u mnie

To jeszcze nic, u mnie aptekarki przekłuwają pigułki.

Eroski

Prezerwatywy dawniej nazywano eroskami gdyż nosiły nazwę Eros-ex(taka nazwa widniała na opakowaniu) i skrótowo tak na nie mówiono:)

A jeszcze wcześniej na

A jeszcze wcześniej na opakowaniu w kolorze oliwkowobeżowym /lub zbliżonym / na białym owalu był narysowany...eros. /zwany też amorkiem / Z łukiem i strzałami, jak się patrzy. Napis zaś głosił " Prezerwatywny eros Alfa, szt. 3". I już wtedy, jak pamiętam, krążyły legendy o tym, jak pobożne babcie - kioskarki dziurawią je igłami.

instruktaż poznański

Moim zdaniem autorowi używającemu określenia "instruktaż poznański" chodziło o to, że kioskarki-mohery przyłożyły się do "misji" oduczenia młodych używania tego "bezbożnego środka Szatana" (cytat za moją babcią) z iście poznańską solidnością, rzetelnie. Innymi słowy, potraktowały sprawę poważnie, czując, że są elementem większego, "bożego dzieła". Tak sądzę, bo u mnie w domu i wśród znajomych "po poznańsku" znaczyło dwie rzeczy: pierwsza, w rozmowach, oznaczała, że dana osoba nadużywała słówka "tej/ej"; druga, bardziej istotna, oznaczała po prostu "solidnie"

Czy to tylko legenda?

Tekst poruszający ten temat znalazłem na "piekielni.pl."#33763. z 19.06.2012. Autor: "Freeman". Odsyłam do strony. Sprawa całkiem świeża, i bez żadnych "moherowych" konotacji. Ot, taki dowcip... Pozdrowienia. P.D.

podobny dowcip

W książeczce "1001 dowcipów sowieckich" można znaleźć następujący kawał o Leninie:

- Towarzyszu Włodzimierzu Iliczu, pryszła do Was paczka z Czerwonego Krzyża.
- Dzieciom! wszystko dzieciom!
- Ale towarzyszu, tam są prezerwatywy.
- Przekłuć i oddać mieńszewikom!

Z tą "szkodliwością"

Z tą "szkodliwością" telewizji zupełnie jak w Konstantynowie w latach 90. Przez takie protesty nie odbudowano masztu.

Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Wulgaryzmy są wygwiazdkowywane.

Więcej informacji na temat formatowania

design by Stainless Design