Podsłuchujemy internetowy głuchy telefon: listy łańcuszki, miejskie legendy, pogłoski, mistyfikacje, faktoidy, owcze pędy i koty w butelkach.

Murzyn zjada mi zupę!


Klient baru zastaje Murzyna jedzącego pozostawione na chwilę jedzenie.

Jak w komentarzu do legendy o murzynie zjadającym bilet pisze internauta posługujący się pseudonimem atrapowiec-06 (dziękuję bardzo za przypomnienie historyjki!) [1]:

Rzecz działa się podobno w Krakowie, jakoś tak zaraz po stanie wojennym (1981 rok). Do mlecznego baru weszła pewna pani i zamówiła sobie obiad. Barszcz i pierogi. Z trudem znalazła miejsce przy „stoliku”, takim do jedzenia na stojąco, postawiła swój obiad, i poszła zapłacić. Wraca, patrzy, a przy „jej” stoliku murzyn!!! Zajada barszcz! Na szczęście zostały jeszcze pierogi odsunięte na bok. Cóż było robić? Pani podeszła do stolika, popatrzyła na murzyna ze złością i wyrzutem, po czym przysunęła sobie pierogi i zaczęła jeść. Patrzy, a ten murzyn spogląda na nią z wielkim zdziwieniem, wyrzutem, ale i politowaniem. A owa pani nadal ze złością patrzy na niego i zjada pierogi. Murzyn tymczasem skończył barszcz, wytarł usta, ukłonił się sztywno i odszedł. A pani, mamrocząc coś o bezczelności i biedzie kończyła pierogi. Skończyła, chce iść, patrzy: nie ma torebki!!! Zaczęła krzyczeć, że pewnie murzyn ją okradł. Zrobił się ruch, zamieszanie, a w tym zamieszaniu pani patrzy, a na niższym stoliku obok stoją: barszcz i pierogi na tacy a obok jej torebka... Historyjkę tę słyszałem dość dawno od siostry, która wówczas (przełom lat 70/80) studiowała w Krakowie. I jak do tej pory, od nikogo więcej. [...]

W polskim internecie można znaleźć co najmniej kilka przytoczeń tej historyjki. Na ogół opowieść ma dotyczyć czasów minionego ustroju, jak widać utkwiła jednak w pamięci Polakom. Oto zebrane w tabelkę wszystkie znane mi przywołania tej legendy:

czas akcji miejsce akcji główny bohater antagonista danie co mówi antagonista źródło
1981 r. bar mleczny w Krakowie kobieta Murzyn barszcz + pierogi nic p. wyżej
„czasy późnego Jaruzelskiego” Bar Akademicki, Gdańsk student Politechniki Murzyn ogórkowa + kopytka „Co, bieda Panie, bieda ?” [2]
„stara opowiastka” dworzec we Wrocławiu studentka Murzyn zupa „Co krizis, krizis!” [3]
lata 80. Polska, bar kobieta Murzyn kasza „krizis, krizis?” [4]
„z czasów polskiego kartkowego kryzysu” Polska, bar szybkiej obsługi młody człowiek Murzyn zupa + drugie danie „ja wiedzieć – u waś krizis, krizis” [5]
? restauracja „kobieta (typ blondynki)” Murzyn zupa „bieda u was” [6]
? samoobsługowa restauracja kobieta „tłusty Murzyn” lunch nic [7]
czasy PRL-u Polska, bar mleczny kobieta Murzyn żurek z jajkiem i makaron ze skwarkami „Kryzys, nespa?” [8]
czasy PRL-u Gdańsk, „dworcowa jadłodajnia” „pewna panienka” Murzyn zupa + drugie danie „Kryzys...” [9]
? jakiś „bufet” mężczyzna Koreańczyk zupa „A!... Kjyzys! Kjyzys...” [10]

Jak widać, w jednym przypadku zamiast Murzyna przyplątał się Koreańczyk. Jeśli nie odwoływano się do czasów PRL-u, nie precyzowano czasu akcji.

Historia opowiadana jest na całym cywilizowanym świecie, przynajmniej od 1972 roku [11], choć to niekoniecznie Murzyn „zjada” głównemu bohaterowi zupę. I niekoniecznie zupę: w grę może wchodzić paczka ciasteczek (stąd też anglosascy badacze nazywają ten wątek The Package of Cookies lub The Packet of Biscuits), baton, sałatka [12], czy — w czeskiej wersji — parówka [11]. Domniemanym „cudzożercą” bardzo często (choć niekoniecznie) jest ktoś „obcy” — imigrant (Murzyn, Hindus, Pakistańczyk), punk czy bezdomny.

Ciekawe, że konstatacja niewinnie oskarżonego Murzyna („krizis, krizis”) wydaje się być naszym rodzimym, polskim wkładem do tej historyjki.

kradzież mimo woli

Historia o Murzynie zjadającym zupę należy do szerszej rodziny komicznych legend o schemacie „X przez pomyłkę uważa, że Y zabrał/ukradł mu jakąś rzecz, po czym X sam przywłaszcza sobie ową rzecz, tak naprawdę należącą do Y. Oto przykład takiej opowieści (z USA): Mężczyzna uprawiający jogging wpada na innego biegacza. Zaraz po niefortunnym zderzeniu, mężczyzna uświadamia sobie, że zginął mu portfel. Dobiega więc do domniemanego złodzieja i krzyczy „Oddawaj portfel!!!”. Nieznajomy potulnie oddaje portfel. Główny bohater opowieści wraca do domu i na szafce znajduje... swój portfel (okazuje się, że po prostu nie zabrał go z domu), a w kieszeni ma portfel biegacza niesłusznie oskarżonego o kradzież [13].

i Ty możesz pomóc!

Proszę o komentarz, drodzy Czytelnicy, jeśli znacie tę opowieść. Szczególnie interesują mnie odpowiedzi na następujące pytania:

  • czy i dzisiaj ta historia jest opowiadana w Polsce? (nie jako wspomnienie z PRL-u, lecz jako opis wydarzeń, które miały mieć miejsce tu i teraz) — może w dobie „krizisu” legenda wróci...
  • czy krążą inne opowieści podpadające pod omawiany ogólniejszy schemat „kradzieży przez pomyłkę”? (np. portfela)

podobne legendy

przypisy

[1] komentarz z 26 kwietnia 2009, http://atrapa.net/legendy/murzynzjadl.htm#comment-10867

[2] Opowieść z dawnych czasów, wpis na blogu tobem.blog.interia.pl, 25 listopada 2007, http://tobem.blog.interia.pl/?id=1290348, data dostępu: 2 maja 2009

[3] Hostel, wpis na blogu ZYCIE UCIEKA NA SZUKANIU MILOSCI, 23 października 2008, http://jonyworker.bloog.pl/d,,id,3840894,m,pazdziernika,r,2008,title,Hostel,index.html data dostępu: 2 maja 2009

[4] wypowiedź internauty „admin” otwierająca wątek Coś z Polski lat 80-tych na forum www.dyskutanci.fora.pl, 11 listopada 2008, http://www.dyskutanci.fora.pl/smieszne-autentyczne-wydarzenia,18/ cos-z-polski-lat-80-tych,27.html, data dostępu: 2 maja 2009

[5] wpis MARZANNY, RUSAŁKI, STRZYGI, MÓJ PIES, KRYZYS I MURZYN. na blogu WYZNANIA ? ZEZNANIA ? PYTANIA ?, 21 marca 2009, http://wyznaniazeznaniapytania.blox.pl/2009/03/ MARZANNY-RUSALKI-STRZYGI-MOJ-PIES-KRYZYS-I-MURZYN.html data dostępu: 2 maja 2009

[6] wypowiedź internauty „dev” w wątku Dowcipy :P na forum B0rd, 20 sierpnia 2002, http://www.b0rd.dmkproject.pl/viewtopic.php?f=12&t=1922&start=1400, data dostępu: 2 maja 2009

[7] Odpowiedzialność za czyny..., wpis internautki „Agnieszka” na MojaGeneracja.pl, 29 września 2007, https://www.mojageneracja.pl/1968473/0_0_31_3, data dostępu: 2 maja 2009

[8] Kryzys, nespa?, wpis na blogu Dzienniczek Urszuli, 28 stycznia 2009, http://www.kafeteria.pl/namarginesie/obiekt.php?id_t=778, data dostępu: 2 maja 2009

[9] wypowiedź Pawła Jóźwika w wątku Przeczytane w gazecie, na grupie dyskusyjnej pl.listserv.chomor-l, 8 maja 1997, http://groups.google.pl/group/pl.listserv.chomor-l/browse_thread/thread/cedec18d8ee9f087, data dostępu: 2 maja 2009

[10] wypowiedź internautki „Ka5ka_” w wątku Autentyk na formu miniBB :), 28 maja 2006, http://for-u.gieldagsm.pl/7_23253_0.html, data dostępu: 2 maja 2009

[11] Petr Janeček, Černá sanitka a jiné děsivé příběhy. Současné pověsti a fámy v České republice, Nakladatelství Plot, Praha, 2006, s. 194-197

[12] Jan Harold Brunvand, Encyclopedia of Urban Legends, New York London, 2002, s. 307-308

[13] Jan Harold Brunvand, The Choking Doberman. And Other Urban Legends, New York London, 2003, s. 188-189

"Manhunter"

Scena z napadem na joggera pojawia się w filmie "Manhunter" (pl. "Czerwony smok"), gdzie główny bohater myli biegacza z seryjnym mordercą.

Ta legenda została

Ta legenda została wykorzystana w jednym ze skeczów programu "Za chwilę dalszy ciąg programu" :). Opowiadał red. Mann, a niekumatego słuchacza grał Materna, a jedzeniem była kiełbasa i bigos ;)

Reklama

Też w jakiejś reklamie chipsów czy ciastek motyw został wykorzystany. Niestety nie pamiętam za bardzo gdzie.

Oddaj portfel, łobuzie!

Znalazłem tę historię, w wersji z portfelem, chyba u jej źródła. Autor twierdzi, ŻE PRZYDARZYŁA SIĘ WŁAŚNIE JEMU, choć podobno jeden z jego kolegów pisarzy, nie wymieniony z imienia, opowiadał ją jako swoją przygodę.
Autorem tym jest BOHDAN ARCT (1914-1973), pilot z czasów II wojny światowej.Po wojnie pisarz, autor wielu książek o tematyce wojenno - lotniczej i nie tylko.
W jego opowiadaniu było to tak: (Oczywiście będę się skracał.) Pan pisarz przyjechał na spotkanie z czytelnikami do jakiegoś powiatowego miasteczka. Na miejscu przywitała go kierowniczka miejscowej biblioteki, która była organizatorem spotkania. Wyraziła przy tym żal z powodu nieobecności p. Zawilaka, kierownika wydziału kultury. Potem hotel, krótkie spotkanie z władzami i punktualnie spotkanie z czytelnikami. Frekwencja dopisała, nastroje też. Było dużo pytań do autora, więc spotkanie przeciągnęło się do późnych godzin. Potem zaś gdy trzeba było szybko gonić do hotelu i na stację, p. kierowniczka pożegnała pisarza, znów wyrażając zaniepokojenie, że nie ma pana Zawilaka.
-Bo widzi pan - rzekła - mamy tu dużo chuliganów, i wie pan...
Pan autor poszedł jednak sam ciemną, choć prostą ulicą. Po drodze spotkał człowieka, który poprosił go o ogień. Pisarz wystraszył się nieco, ale podał mu zapałki. Przechodzień podziękował i zaczął się oddalać. Wtedy pan pisarz odetchnął z wyraźną ulgą i ruszył dalej, wsadzając ręce w kieszenie płaszcza. A wówczas zorientował się, że w kieszeni nie ma portfela.
- A to spec, pomyślał pan pisarz, nawet nie poczułem! Po czym rzucił się za odchodzącym człowiekiem z okrzykiem: Oddawaj portfel, łobuzie!!!
Ku jego zdumieniu gość drżącymi rękami oddał mu portfel. A potem, kiedy w hotelu pakował swoje rzeczy, znalazł drugi portfel, dziwnie znajomy. W odróżnieniu od tego pierwszego, w którym były dokumenty na nazwisko pana J. Zawilaka...

Całość można znaleźć w zbiorku opowiadań B. Arcta "Śladem samolotu", Wyd. Łódzkie 1969, będącym relacjami z różnych spotkań autorskich pisarza. No i oczywiście jego wojennych wspomnień.
A może to tylko anegdota autorska, dodająca smaczku tym relacjom?

Tę historyjkę opowiadała

Tę historyjkę opowiadała kiedyś w którymś programie polskiego radia jedna ze znanych polskich aktorek starszego pokolenia. Chyba Anna Seniuk, choć nie jestem pewna. Z sobą w roli głównej.

W Stanach funkcjonuje też historyjka o dwóch starszych paniach, które pojechały na zakupy do supermarketu. Kiedy wróciły, właścicielka samochodu z zaskoczeniem stwierdziła, że w jej aucie siedzi kilku mężczyzn. Razem z koleżanką, pomagając sobie parasolkami i torebkami, wygoniły intruzów. Kiedy jednak właścicielka próbowała uruchomić auto, kluczyk nie pasował. Po chwili okazało się, że tuż obok stoi identycznie wyglądający samochód, rzeczywiście należący do owej pani. Kobiety udały się na pobliski komisariat, gdzie czekali już owi mężczyźni, którzy chcieli zgłosić, że ich auto zostało skradzione przez dwie agresywne starsze panie.

Słyszałam w kilku

Słyszałam w kilku wersjach. Podobnie jak Alia słyszałam z ust jakiejś aktorki, która opisywała to jako osobiste przeżycie. Oprócz tego pojawiała się w roli "żarłocznej kobiety" ;-) matka znajomego, lub po prostu zasłyszana historia.

Akurat historia z pomyleniem

Akurat historia z pomyleniem samochodu mogła mieć miejsce, z resztą mój ojciec jak szedł raz do pracy na nockę, wsiadł do karetki zamiast do swojego samochodu (ciemno było na parkingu), a wtedy popularne były jeszcze Polonezy w wersji "Truck" czy jakoś tak - kluczyk drzwi otworzył bez problemu, dopiero przy próbie odpalenia stacyjki odmówił współpracy. :P
Gdy to się zdarzyło byłem jeszcze dzieckiem i nie przemawiała ta historia do mnie tak bardzo aż do pewnego dnia, kiedy to wracając wieczorem od babci, troszkę zamyślony otwarłem przez przypadek zaparkowaną obok mojego auta Hondę Civic VI - po ciemku była podobna z zarysu do mojej Hondy Accord V, zorientowałem się dopiero gdy po otwarciu drzwi dostrzegłem, że troszkę mi się "wystrój wnętrza" nie zgadza... :D

Tę historię (a właściwie

Tę historię (a właściwie w nieco zmienionej wersji, bo bohaterem nie jest murzyn) można spotkać jako anegdotę w książce Douglasa Adamsa "Łosoś zwątpienia". Ponoć autentycznie przydarzyła się autorowi, ale któż to wie... Autor niestety już na to pytanie nie odpowie, ponieważ jak wiadomo, zmarł w 2001 roku.

słyszałam :)

Też słyszałam tę historię, rodzice mi opowiadali. Podobno miało to miejsce kiedy byli studentami, czyli około 1977-81, we Wrocławiu w barze mlecznym, a głównym bohaterem miał być student :] Murzyn miał powiedziec: "Co, krizis, krizis?"

Kolejna opowieść tego typu

Kolejna opowieść tego typu jest tutaj: http://www.joemonster.org/art/8993/Autentyki_CCXLI_Diagnoza (pod koniec strony, tytuł "Polska gościnność". Podobno to autentyk, który przydarzył się mamie opowiadającego. Albo to naprawdę autentyk (w końcu mogło się tak zdarzyć, nie? :)), albo mama zasłyszała tę opowieść i w celu uwiarygodnienia podstawiła siebie za bohaterkę.

czytałem to w "Kulisach" w

czytałem to w "Kulisach" w początku lat 90tych, wtedy dodany był jeszcze dialog, w którym Muzyn ze zrozumieniem zagadywał kobietę łamaną polszczyzną, że "kryzys jest, prawda?". kobieta dopiero po tym orientowała się w pomyłce i od tamtej pory uciekała widząc gdziekolwiek czarnoskórego mężczyznę.

Tę historyjkę opowiadała

Tę historyjkę opowiadała jakaś aktorka kilka lat temu w Trójce w programie Magdy Jeton: "Pani Magdo, Pani pierwszej to powiem"
Słuchałam tej audycji i śmiałam się do łez, niestety nie pamiętam, co to była za aktorka, na pewno bardzo znana, z pokolenia moich rodziców (50-60lat. Myślę, że historia jest autentyczna.

Historia w wersji z

Historia w wersji z ciasteczkami pojawia się też w książce "The Terrible Privacy Of Maxwell Sim" Jonathana Coe. Bohaterem jest narrator i nieznajomy, który okazuje się pisarzem i jednocześnie autorem rzeczonej książki.

film taki był...

http://www.youtube.com/watch?v=epuTZigxUY8&hl=pl

Oscar za najlepszy film krótkometrażowy 1989 albo 1990... no more comments...

Historię przytacza też

Historię przytacza też Johnatan Carroll w "Muzeum Psów" - murzyn zjada kobiecie lunch (nie jest doprecyzowane czy to zupa czy nie) i służy za alegorię boga.

Udało mi się kiedyś

Udało mi się kiedyś, w latach 90tych, zrobić coś takiego w osiedlowym barze, zamówiłem kilo klusek śląskich na wynos (na ogół robimy je w domu według takiego mniej więcej przepisu http://www.uwielbiamgotowac.com/2013/04/kluski-slaskie.html lecz tego dnia akurat brakło czasu czy coś w tym rodzaju). Po zapłaceniu w kasie należy odejść i czekać aż wezwą z okienka po odbiór (jak "jajecznica z trzech na szmalcu, zabierać!" http://jasso.wrzuta.pl/audio/01YquDlMEgv/stefan_friedman_-_mewa_z_mleczn...) zatem trzeba uważać (numerowanych żetonów nie mają ani nie dają paragonu gdyż było by to nadmiernym udogodnieniem). Usłyszawszy "śląskie" ruszyłem, odebrałem talerz i zapakowałem kluski do przyniesionej plastikowej torby, w trakcie tego stopniowo docierało do mnie że "to czyjś obiad, a moja porcja byłaby już zapakowana i w dodatku dużo większa, w domu będzie trzeba dzielić na kilka osób, trudno". Skończywszy pakowanie, szybko wyszedłem nim ktoś zwrócił uwagę, do dziś nie wiem co tam było dalej.

Opcje wyświetlania odpowiedzi

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zapisz ustawienia" by wprowadzić zmiany.

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość tego pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Wulgaryzmy są wygwiazdkowywane.

Więcej informacji na temat formatowania

design by Stainless Design